środa, 17 grudnia 2014

Rozdział 2

- Hej Jennifer! - Krzyknęłam do koleżanki, zauważając jak wchodzi do szkoły.
- Carly? - Zapytała ze zdziwieniem na twarzy.
- No tak Carly... A kogo się spodziewałaś? - Zapytałam zdziwiona.
- Nie... Ja... Tylko... Po... Prostu... Ja... 
- Jennifer! - Przeszkodziłam jej.
- T-Tak? - Zapytała z lekkim uśmiechem.
- Czy wszystko w porządku? - Zapytałam.
- Oczywiście, że tak. Skąd w ogóle to pytanie?
- Przecież widzę, że coś się dzieje i wcale nie jest w porządku...
- Carly, daj spokój. Jest wszystko w porządku. - Powiedziała Jennifer.
- Jak chcesz. - Wymruczałam zdenerwowana. - A teraz wejdźmy do szkoły, zaraz zaczyna się kolejna lekcja...
- Jasne.. A która to już...?
- ...
- No co ? - Zapytała Jennifer
- Dziewczyno nawet tego nie pamiętasz? Już 6 lekcja, z resztą ostatnia... Na pewno jest w porządku?
- Tak Carly! Ile raz mam to powtarzać? - Powiedziała nieco głośniej.
- Okej! Chodźmy na lekcje... - Ruszyłam w stronę wejścia do szkoły, nie zwracając uwagi na to czy Jennifer idzie za mną. 

*LEKCJA HISTORII*
- Zapraszam wszystkich do klasy! - Powiedział nauczyciel otwierając drzwi od klasy.
Słuchając go, weszłam do klasy i zajęłam swoje miejsce... Siedziałam z jakimś chłopakiem o imieniu Rayan... Uważany był za najbardziej groźnego w klasie, jednak zbytnio się tym nie przejmowałam i miałam to gdzieś... Jakbym nie miała innych problemów na głowie...! Zaczęłam wypakowywać potrzebne mi rzeczy na tą lekcje, gdy podszedł do mnie nauczyciel. 
- No Panno Risi... Pokaż zeszyt. - Powiedział do mnie dość miłym głosem. 
Patrząc się na niego jak na ducha, nawet nie drgnęłam...
- Dobrze sam się obsłużę...       - A gdzie jest Twoje zadanie?! - Powiedział nieco nerwowo.
Musiałam coś szybko wymyślić. 
- Ja... Musiałam jechać do...
- Nie obchodzi mnie, co musiałaś...! - Przerwał mi w połowie. 
- A czy w ogóle ja kogoś interesuję?! Czy ktoś w ogóle liczy się z moim zdaniem ?! - Wykrzyczałam biorąc swoje rzeczy i wybiegając z lekcji...
Strasznie się wkurzyła. Postanowiłam sobie skrócić lekcje, a ponieważ była to moja ostatnia, podjęłam decyzje pójścia do domu. W drodze do mieszkania pomyślałam:
- A mówiła, że ten dzień będzie ciężki.
Jednak nie wiedziałam, że to nie koniec niespodzianek... 

*W DOMU*
Weszłam wkurzona trzaskając drzwiami. Nikt o dziwo nie zwrócił mi uwagi, co bardzo mnie zdziwiło. Gdy tylko ściągnęłam kurtkę... Zamurowało mnie... Nie zdążyłam już ściągnść butów, ponieważ zauważyłam mamę, prawię duszącą się własnymi łzami... Pomimio, że nie miała z nimi ( a właściwie z ojcem ) dobrego kontaktu, podbiegłam do niej, pytając się co się stało...
- Nic - Odpowiedziała.
- Jak to... O kurwa! - Powiedziałam cała trzęsąc się.
- Carly!
- Mamo! Co to jest?!
- To nic takiego... 
- Mamo! On znów to zrobił tak?! Znów Cię uderzył?! 
- Carly, to już nie boli... Już... - Mówiła mama, gdy jej przerwałam.
- Już się przyzwyczaiłaś, tak?! Uderzył Cię po raz kolejny, a Ty co? Dalej z nim jesteś i jeszcze mu usługujesz...! 
Nagle do pokoju wszedł ojciec.
- O! Wróciła marnotrawna córeczka... - Powiedział, a właściwie wybełkotał jak zwykle pjany. 
- Z Tobą nie rozmawiam! - Warknęłam.
- Grzeczniej! 
- Bo co?! Jak śmiesz dotykać mamę?! Pytam się jakim prawem?!
- Carly... Carly proszę... - Mówiła cały czas mama płacząc.
- Nie mamo! On nie ma pierdolonego prawa cię dotykać!
-Masz mi coś jeszcze ciekawego do powiedzenia? - Powiedział do mnie z wrednym uśmieszkiem na twarzy,
- Tak, mam! Jesteś skończonym świnią i frajerem! Skończony, jebany damski bokser!
- Carly, uważaj na słowa... To twój ojciec! - Krzyknęła mama.
Popłakałam się, miałam już dość.
- Ojciec? - Zaśmiałam się. - Ja już nie mam ojca. Ten człowiek stojący przede mną, to skończy chuj, a Ty śmiesz go jeszcze po tym wszystkim bronić, tego chuja! 
I w tym momencie poczułam uderzenie w policzek. Tak bardzo mnie to zabolało. Nie bolał mnie policzek, bolało mnie serce... Łzy leciały mi po piekących policzkach.  Nie chciałam płakać, ale nie miałam nad ty cholernej kontroli. Płacząc krzyknęłam:
- Nienawidzę was! 
I zaczęłam biec do pokoju, słysząc odpowiedź:
- Ja Ciebie też! - Powiedział ojciec z wrednym uśmieszkiem na twarzy. 
- Skurwiel - Warknęłam tak, aby usłyszał. 
Siadając na łóżku, płakałam i zastanawiałam się nad swoim życiem. Postanowiła być silna. Otarłam łzy i podeszłam do szafy wyciągając wielka torbę i walizkę. Zaczynają pakować rzeczy usłyszałam pukanie, a w drzwiach stała mama.
- C-Carly, co Ty robisz? - Powiedziała zdziwiona.
- To co widać. Pakuję się. -Powiedziałam.
- Jak Ty się w ogóle czujesz? - Zapytała z troską.
- A kogo to w ogóle obchodzi? - 
- Kochanie... Kochanie przestań, robisz to pod wpływem emocji, proszę zostaw tę walizkę.
- Nie mamo! Już postanowiłam! Mam już dość! Dość tego jebanego życia! Nie mogę spokojnie siedzieć w szkole, bo myślę o tym wszystkim! Nie chce mi się już nawet wracać do tego domu, na samą myśl, że on tu jest! Boję się, że pewnego dnia gdy przyjdę policjant powie, że tak mu przykro. Że uderzył za mocno, że nieszczęśliwie upadłaś.
- Nie mów tak Carly! Słyszysz, nie mów tak! - Mówiła mama przytulając mnie do siebie.
Głośno płacząc jej w ramię, powiedziałam:
- Tak bardzo się boję, że stracę moją kochaną mamę! Nie mam tu nikogo, mam Ciebie i właśnie Ciebie mogę stracić w każdej chwili... Żyję w niepewności. Ja już tak dłużej nie mogę mamo! Proszę Cię zostaw mnie samą, muszę dokończyć się pakować.
Mama wyszła ze łzami w oczach.
Gdy dokończyłam pakowanie, wzięłam torbę z walizką i zeszłam na dół. Widziałam mamę z błagalnym wzrokiem mówiącym 'zostań córeczko"...Widząc nie minę, powiedziałam:
- Mamo, nie mogę...Jadę do babci, do Kanady... Przepraszam... - Szepnęłam.
- Idź już, za nim poprawię Ci z drugiej strony! - Powiedział ojciec.
Podeszłam do stolika, wzięła stojące tam piwo i wylałam mu na głowę..
- A Ty nie próbuj się więcej podnosić na mnie ręki... Nie dotykaj mnie nigdy więcej szmaciarzu!
Wzięłam kurtkę i wyszłam z domu, żegnając mamę buziakiem i ocierając jej łzy z policzków. 

Rozdział 1

Drrrrrrrryń !!!!
Zerwałam się z łóżka na nogi, słysząc głośny i jednocześnie wkurzający dźwięk budzika. Ledwo stojąc na nogach, wyciągnęłam rękę w stronę szafki nocnej, aby wziąć swojego iPhone'a... Odblokowałam go kodem i zauważyłam godzinę 7:00. 
- What?! - Powiedziałam w szoku sama do siebie. - Znów ustawiłam złą godzinę ? Blondynka! -  pomyślałam. 
Wiedząc, że w szkole musiałam być na 7:45, zaczęłam biegać po pokoju jak opętana, szukając czegoś do włożenia na siebie. No i znalazłam. Tego dnia ubrałam białe rurki, białą bokserkę oraz niebiesko białą bejsbolówkę... Idąc w stronę łazienki, zgarnęłam z półki jakiś pierścionek i założyłam go sobie na palca. Skorzystałam z porannej toalety, po czym wzięłam się za makijaż. Nie lubiłam mocno się malować, więc nałożyłam tylko czarno-szary cień do powiek, a rzęsy umalowałam tuszem. W pospiechu rozpuściłam włosy i szybko je przeczesałam. Wychodząc w takim stanie z łazienki do pokoju, stanęłam przed lustrem przeglądając się. Uśmiechałam się sama do siebie, będąc dumna z tego jak wyglądam, przygotowując to w 20 min. Mówiąc krótko, nie wyglądałam tak źle, a nawet wręcz przeciwnie. Jednak uśmiech szybko zniknął z mojej twarzy, gdy przypomniałam sobie, gdzie właśnie miałam iść. Na samą myśl o tej szkole, zaczynał boleć mnie brzuch. Nie to, że nie lubiłam się uczuć, ale Ci ludzie... Choć mieszkałam w NY bardzo długo, nie miałam żadnych znajomych... A może po prostu nie chciałam ich mieć? Sama nie wiem... Możecie uważać mnie za jakąś "inną", ale Ci ludzie byli po prostu...dziwni, jeśli w ogóle tak to można ująć. Miałam w tej "budzie" jedną koleżankę, miała na imię Jennifer. Dobrze się dogadywałyśmy, ale traktowałam ją tylko jako koleżankę i to daleką... Rozmawiałyśmy tylko czasami na przerwach i po szkole. Wyrywając się z zamyśleń, spojrzałam zegarek, który wskazywał godzinę 7:25. Właśnie dotarło do mnie, że zostało mi jakieś 20 min, na dotarcie do szkoły i rozpoczęcie lekcji. W pośpiechu zaczęłam szukać butów, których nie było nigdzie w pokoju.
- Przecież je tu zostawiałam - pomyślałam.
Wychodząc na korytarz, zaraz obok moich czterech ścian, również nigdzie nie mogłam ich znaleźć.
- Kurwa! Gdzie są te buty?! - Wykrzyczałam. 
Zapominając, że w domu nie jestem sama, natychmiast z dołu usłyszałam odpowiedź...
- Carly! - Pisnęła mama.
- Tak? - Zapytałam udając zdziwioną.
- Opamiętaj się! - Krzyknęła z dołu.
- Oh, przepraszam! - Krzyknęłam z grymasem na twarzy, wystarczająco głośno, by mogła usłyszeć. Miałam 16 lat i mama doskonale wiedziała, że przeklinam...w sumie to nawet nawet nie miała z tym żadnego problemu, ale nie lubiła gdy robiła to w domu. Po chwili znalazłam swoje białe Converse za kostkę... 
- Huh, w końcu... 
Wsunęłam je na stopy, podniosłam z ziemi torbę z najpotrzebniejszymi rzeczami i zbiegłam w pośpiechu po schodach. Gdy znajdowałam się już na dole, zauważyłam jak zwykle ojca z nogami na stole i puszką piwa w ręce. Na sam jego widok chciało mi się wymiotować.
- Kate do cholery jasnej, przyniesiesz mi te piwo ?! - krzyknął do mamy, która stała w kuchni.
Wyciągnęła kolejne piwo z lodówki, niosąc je ojcu.
- Proszę Panie Cody !- wykrzyczała mu w twarz.
- Hm, hm... - Odchrząknęłam wiedząc, że zaczną zaraz się kłócić...
Mama wróciła do kuchni kończąc sprzątać, jednak widziałam na jej twarzy smutek, gniew i bezsilność... Nic nowego, kłótnie w tym domu były cały czas, lecz tym razem nie miałam czasu na kolejną wojnę. Podchodząc do wieszaka, wzięłam kurtkę i zaczęłam się kierować w stronę drzwi. Przekraczając próg, krzyknęłam:
- Wychodzę!
Zastanawiając się chwilę, dodałam z niepewnością:
- Kocham Was...
Jednak nie otrzymując żadnej odpowiedzi, wyszłam do szkoły, zamykając drzwi głośniej niż planowałam. Coś mi mówiło, że czeka mnie ciężki dzień...  



I jak wrażenie po pierwszym rozdziale? :)
"W Rytmie Miłości" jeszcze nie dzieję się nic wielkiego, ale mam nadzieję, że opowiadanie zdążyło was choć trochę zaciekawić. ;) 

Prolog

Zawsze gdy wszystko jest dobrze, coś musi się zepsuć... Ale czy 16-letnia dziewczyna będzie potrafiła znieść wszystkie problemy stające na drodze jej życia ? Czy się załamię ? Zrobi coś głupiego, a później będzie tego żałować ? A może przy normalnym/spokojnym życiu utrzymają ją bliskie osoby ? Jedno jest pewne... Jej życie odmieni się o 180 stopni, gdy zacznie podążać w rytmie miłości...


No i mamy prolog... Jeszcze dziś dodam pierwszy rozdział ;)

WPROWADZENIE

                                                                     Witam :)

Blog na którym się w tym momencie znajdujecie, będę się starała prowadzić systematycznie. Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, aby zacząć pisać opowiadanie. Na początku pisałam je tylko w zeszycie, jednak teraz postanowiłam zacząć udostępniać je dla Was ;* Jeśli będziecie mieli jakiekolwiek uwagi dotyczące co do prowadzenia Bloga - śmiało piszcie, liczę na dobre jak i na te negatywne komentarze, dzięki którym będę wiedziała czy Wam się podoba i ewentualnie będę mogła dostosować się do waszych uwag. ;)
Mam nadzieję, że opowiadanie to przypadnie Wam do gustu...
Miłego czytania...
Gosia <3

BOHATEROWIE

                                             Bohaterowie 

Carly Risi - 16 lat. Główna bohaterka. Mieszka w NY. 

                                         

Kelsey Jones - 16 lat. Mieszka w Kanadzie. 

                                         

Justin Bieber - 18 lat. Mieszka w Kanadzie. 

                                                     

John Rivera - 18 lat. Mieszka w Kanadzie. 

                                         

Marco Messina - 19 lat. Mieszka w Kanadzie. 

                                                    

Marcus Sorella - 19 lat. Mieszka w Kanadzie.


Magy - 16 lat. Mieszka w Kanadzie. 

                                         


                                         POZOSTALI BOHATEROWIE :
                                                      - Mama Carly : Kate
                                                      -Tato Carly: Cody
                                                      -Babcia Carly: Stella
                                                      -Daleka Koleżanka Carly: Jennifer



                                                      PS. W OPOWIADANIU MOGĄ WYSTĄPIĆ JESZCZE
                                                      INNE POSTACIE, JEDNAK NIE SĄ ONE AŻ TAK
                                                      WAŻNE, WIĘC ICH NIE WYPISYWAŁAM.