Drrrrrrrryń !!!!
Zerwałam się z łóżka na nogi, słysząc głośny i jednocześnie wkurzający dźwięk budzika. Ledwo stojąc na nogach, wyciągnęłam rękę w stronę szafki nocnej, aby wziąć swojego iPhone'a... Odblokowałam go kodem i zauważyłam godzinę 7:00.
- What?! - Powiedziałam w szoku sama do siebie. - Znów ustawiłam złą godzinę ? Blondynka! - pomyślałam.
Wiedząc, że w szkole musiałam być na 7:45, zaczęłam biegać po pokoju jak opętana, szukając czegoś do włożenia na siebie. No i znalazłam. Tego dnia ubrałam białe rurki, białą bokserkę oraz niebiesko białą bejsbolówkę... Idąc w stronę łazienki, zgarnęłam z półki jakiś pierścionek i założyłam go sobie na palca. Skorzystałam z porannej toalety, po czym wzięłam się za makijaż. Nie lubiłam mocno się malować, więc nałożyłam tylko czarno-szary cień do powiek, a rzęsy umalowałam tuszem. W pospiechu rozpuściłam włosy i szybko je przeczesałam. Wychodząc w takim stanie z łazienki do pokoju, stanęłam przed lustrem przeglądając się. Uśmiechałam się sama do siebie, będąc dumna z tego jak wyglądam, przygotowując to w 20 min. Mówiąc krótko, nie wyglądałam tak źle, a nawet wręcz przeciwnie. Jednak uśmiech szybko zniknął z mojej twarzy, gdy przypomniałam sobie, gdzie właśnie miałam iść. Na samą myśl o tej szkole, zaczynał boleć mnie brzuch. Nie to, że nie lubiłam się uczuć, ale Ci ludzie... Choć mieszkałam w NY bardzo długo, nie miałam żadnych znajomych... A może po prostu nie chciałam ich mieć? Sama nie wiem... Możecie uważać mnie za jakąś "inną", ale Ci ludzie byli po prostu...dziwni, jeśli w ogóle tak to można ująć. Miałam w tej "budzie" jedną koleżankę, miała na imię Jennifer. Dobrze się dogadywałyśmy, ale traktowałam ją tylko jako koleżankę i to daleką... Rozmawiałyśmy tylko czasami na przerwach i po szkole. Wyrywając się z zamyśleń, spojrzałam zegarek, który wskazywał godzinę 7:25. Właśnie dotarło do mnie, że zostało mi jakieś 20 min, na dotarcie do szkoły i rozpoczęcie lekcji. W pośpiechu zaczęłam szukać butów, których nie było nigdzie w pokoju.
- Przecież je tu zostawiałam - pomyślałam.
Wychodząc na korytarz, zaraz obok moich czterech ścian, również nigdzie nie mogłam ich znaleźć.
- Kurwa! Gdzie są te buty?! - Wykrzyczałam.
Zapominając, że w domu nie jestem sama, natychmiast z dołu usłyszałam odpowiedź...
- Carly! - Pisnęła mama.
- Tak? - Zapytałam udając zdziwioną.
- Opamiętaj się! - Krzyknęła z dołu.
- Oh, przepraszam! - Krzyknęłam z grymasem na twarzy, wystarczająco głośno, by mogła usłyszeć. Miałam 16 lat i mama doskonale wiedziała, że przeklinam...w sumie to nawet nawet nie miała z tym żadnego problemu, ale nie lubiła gdy robiła to w domu. Po chwili znalazłam swoje białe Converse za kostkę...
- Huh, w końcu...
Wsunęłam je na stopy, podniosłam z ziemi torbę z najpotrzebniejszymi rzeczami i zbiegłam w pośpiechu po schodach. Gdy znajdowałam się już na dole, zauważyłam jak zwykle ojca z nogami na stole i puszką piwa w ręce. Na sam jego widok chciało mi się wymiotować.
- Kate do cholery jasnej, przyniesiesz mi te piwo ?! - krzyknął do mamy, która stała w kuchni.
Wyciągnęła kolejne piwo z lodówki, niosąc je ojcu.
- Proszę Panie Cody !- wykrzyczała mu w twarz.
- Hm, hm... - Odchrząknęłam wiedząc, że zaczną zaraz się kłócić...
Mama wróciła do kuchni kończąc sprzątać, jednak widziałam na jej twarzy smutek, gniew i bezsilność... Nic nowego, kłótnie w tym domu były cały czas, lecz tym razem nie miałam czasu na kolejną wojnę. Podchodząc do wieszaka, wzięłam kurtkę i zaczęłam się kierować w stronę drzwi. Przekraczając próg, krzyknęłam:
- Wychodzę!
Zastanawiając się chwilę, dodałam z niepewnością:
- Kocham Was...
Jednak nie otrzymując żadnej odpowiedzi, wyszłam do szkoły, zamykając drzwi głośniej niż planowałam. Coś mi mówiło, że czeka mnie ciężki dzień...
I jak wrażenie po pierwszym rozdziale? :)
"W Rytmie Miłości" jeszcze nie dzieję się nic wielkiego, ale mam nadzieję, że opowiadanie zdążyło was choć trochę zaciekawić. ;)
Zapraszam do mnie ;D http://sometimesithastohurt.blogspot.com/2014/12/bohaterowie.html
OdpowiedzUsuń